Przedawnienie roszczeń w sprawach o zakażenia szpitalne ?

Poszkodowany pacjent ma określony w przepisach czas na dochodzenie roszczeń z tytułu zakażenia szpitalnego.

Zgodnie z art. 4421 par 1 k.c. roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę.

Dodatkowo, jeżeli szkoda była wynikiem zbrodni lub występku, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Zwracam uwagę, że czyn niedozwolony to nie przestępstwo, co jest często mylone przez pacjentów.

Jednakże w razie wyrządzenia szkody na osobie, przedawnienie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Ta reguła wynikająca z art. 4421 par.3 k.c. jest szczególnie istotna dla roszczeń o zakażenia szpitalne.

Wspomniane przepisy obowiązują (ze zmianami o czym niżej) od 2007r. kiedy  ustawodawca uchylił art.442 k.c., który stanowił, iż roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże w każdym wypadku roszczenie przedawnia się z upływem lat dziesięciu od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wyrządzające szkodę. Jeżeli szkoda wynikła ze zbrodni lub występku, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dziesięciu od dnia popełnienia przestępstwa bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Dlaczego ten nowy przepis ma takie ogromne znaczenie dla procesów o zakażenia szpitalne?

W poprzednim stanie prawnym obowiązującym do 2007r. pacjenci mieli trudności w dochodzeniu roszczeń, jeżeli o zakażeniu dowiadywali się po upływie 10 lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wyrządzające szkodę np. pacjent zaraził się podczas pobytu w szpitalu w 1990r., a dowiedział się o fakcie zakażenia dopiero w 2002r.) Miało to ogromne znaczenie dla tzw. procesów żółtaczkowym. Taki wirus jak HCV może się teoretycznie ujawnić po upływie 10 lat od momentu zakażenia. Ustawa wprowadzała zatem maksymalny czas 10 lat na dochodzenie tego typu roszczeń.

Natomiast wprowadzony w art. 4421 k.c. maksymalny czas w jakim można dochodzić roszczeń za wyrządzoną na osobie szkodę niejako przesuwa się do chwili upływu trzech lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Przykładowo jeżeli pacjent zaraził się w 2008r. HCV, a o zakażeniu i osobie zobowiązanej do jej nienaprawienia (tą „osobą” będzie najczęściej „szpital”) dowie się dopiero w 2025, to będzie mógł dochodzić tego roszczenia do 2028r.

Celowo nie posługuje się tutaj datami przed 2007r. bowiem sytuacja pacjentów, którzy zakazili się przed 2007r. jest nieco bardziej skomplikowana, ale o tym  także już w następnym wpisie.

 

 

Ciężar dowodu w sprawach o zakażenia szpitalne.

Udowodnienie winy w sprawach o zakażenia szpitalne nie jest sprawą łatwą pomimo, iż przepisy zawierają w tym zakresie ułatwienia dla poszkodowanego pacjenta.

Zgodnie z ogólną regułą zawarta w art. 6 k.c. ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne. Oznacza to, że co do zasady to poszkodowany pacjent będzie musiał udowodnić zasadność swego roszczenia, a przede wszystkim winę lekarza (choć ostatecznie odpowiedzialność najczęściej poniesie szpital zatrudniający takiego lekarza).

W procesie należy bowiem wykazać, iż:

  •   działanie lub też zaniechanie pozwanego było bezprawne (np. zaniechano diagnozy, zastosowanie niewłaściwego leczenia);
  •  zachodzi wina personelu medycznego (jeżeli do zdarzenia doszło w szpitalu, to nie trzeba wykazywać winy konkretnej osoby, wystarczające jest wykazanie tzw. winy anonimowej, o czym jeszcze będę pisał);
  • pacjent poniósł szkodę majątkowa lub niemajątkową;
  • oraz czwarty element, szczególnie trudny do wykazania w procesach o błędy medyczne, w tym także o zakażenia szpitalne, wykazanie iż  pomiędzy zawinionym działaniem lub zaniechaniem personelu medycznego a poniesioną przez pacjenta szkodą zachodzi związek przyczynowy.

Obecnie jednak praktyka sądowa, w szczególności ta odnosząca się do zakażeń szpitalnych, idzie w kierunku takim, iż wystarczającym jest uprawdopodobnienie związku pomiędzy zawinionym działaniem lub zaniechaniem lekarza a szkodą powstałą po stronie pacjenta, a ciężar dowodu przesuwa się w stronę lekarza (bądź częściej w stronę podmiotu leczniczego, w którym lekarz udzielał pacjentowi świadczeń).

W sprawach o zakażenia szpitalne trudno jest udowodnić, iż do zakażenia doszło w konkretnej placówce służby zdrowia. Zdarza się, że historia leczenia pacjenta obejmuje nie tylko jeden pobyt w  szpitalu, ale i wizyty u dentysty, hospitalizacje w innych szpitalach, pobieranie krwi w laboratoriach itp.

Stąd też w sprawach o zakażenia szpitalne w procesie dowodzenia pacjent ma do dyspozycji tzw. domniemania faktyczne.

Zgodnie z art.231 kodeksu postępowania cywilnego sąd może uznać za ustalone fakty mające istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, jeżeli wniosek taki można wyprowadzić z innych ustalonych faktów (domniemanie faktyczne). Czyli wnioskowanie z faktu o innym fakcie.

Co to oznacza w praktyce ? Jeżeli przykładowo pacjent został zakażony HCV,  a jedyny raz był  w szpitalu na hospitalizacji, gdzie dokonywano zabiegów z użyciem krwi (np. przetaczano mu krew, dokonywano zabiegów z przerwaniem ciągłości tkanek), po pobycie w tym szpitalu pacjent nie miał innych zabiegów związanych z możliwością przerwania ciągłości tkanek w innych placówkach, nie był u dentysty, a dodatkowo stan sanitarny szpitala nie był najlepszy, to można przyjąć w drodze domniemania, iż z tak ustalonych faktów wynika, iż nie ma innego miejsca poza szpitalem gdzie pacjent mógł się zakazić, a więc to szpital był tym miejscem gdzie doszło do zakażenia. Oczywiście w rzeczywistości taki akademicki przypadek jest rzadki. Wykazanie takich okoliczności nie dowodzi wprost, że do zakażenia doszło w tym konkretnym szpitalu, ale daje wysokie prawdopodobieństwo, iż do zakażenia mogło dojść we wskazywanym szpitalu.

W opisanym przykładzie szpital musiałby wykazać, iż doszło do innych zachowań pacjenta, które obaliłyby przyjęte domniemanie faktyczne np. okazałoby się, że parę miesięcy przed przyjęciem do szpitala pacjent wykonał sobie tatuaż, aczkolwiek wykazanie takiej okoliczności nie musi doprowadzić do obalenia wskazanego domniemania.

Warto także poruszyć tutaj problematykę dowodu „na pierwszy rzut oka”, czyli dowodu prima facie, który jest uważany za odmianę domniemania faktycznego. Charakter tego dowodu i przesłanki jego stosowania są przedmiotem licznych sporów prawniczych, które tutaj pomijam. Dowód prima facie ma wesprzeć „słabszą” stronę procesu, a więc poszkodowanego pacjenta, w  realizacji obowiązku udowadniania, przede wszystkim w zakresie wykazania związku przyczynowego pomiędzy działaniem lekarza a szkodą, która z takiego działania bądź zaniechania wyniknęła. Naturę tego dowodu wyjaśnia Sąd Najwyższy m.in. w  wyroku z dnia 15 kwietnia 2005r. I CK 653/04: Dowód ten wykształcony został przez praktykę sądową, ma zastosowanie szczególnie w sprawach, w których udowodnienie okoliczności faktycznych jest niezwykle trudne (szkody mankowe, komunikacyjne, lekarskie). Dowód prima facie dotyczy okoliczności, wskazujących na istnienie związku przyczynowo-skutkowego między określonymi zdarzeniami. Podstawę ustalenia takiego związku stanowi przekonanie sądu, oparte na doświadczeniu życiowym oraz wiedzy, że w typowym przebiegu zdarzeń, które po sobie nastąpiły, związek taki zwykle występuje.”

Zatem wracając do przykładu podanego wyżej, co prawda pacjent nie wykaże, iż dany lekarz lub inny członek personelu zakaził go HCV w danym dniu, przy danej czynności, ale ciąg przyczynowo-skutkowy wskazuje (brak innych możliwych dróg zakażenia w czasie pomiędzy pobytem w szpitalu a wykryciem HCV, brak ryzykownych zachowań ze strony pacjenta), iż z dużym prawdopodobieństwem do takiego zakażenia mogło dojść we wskazanym szpitalu. Tym samym jak to się potocznie mówi „piłeczka” w zakresie ciężaru dowodu przechodzi wówczas na stronę szpitala.

Inaczej mówiąc, jeżeli  w procesie okaże się, że stan sanitarny szpitala był tak zły, że mógł doprowadzić do infekcji a do zakażenia rzeczywiście doszło, prawdopodobieństwo związku przyczynowego między złym stanem sanitarnym a infekcją organizmu jest tak duże, iż można przyjąć, że powód wypełnił obciążający go obowiązek wynikający z art. 6 k.c. (czyli spoczywający na nim ciężar wykazania że do infekcji doszło w tej konkretnej placówce ze względu na zły stan sanitarny takiej placówki). W takiej sytuacji ciężar dowodu przesuwa się na pozwanego, który powinien wykazać, iż pomimo złego stanu sanitarnego infekcja pochodzi z innych źródeł (tak też Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 14 października 1974r., II CR 415/74).

Tym samym powód jest zwolniony z wykazywania każdego z etapów związku przyczynowego między pierwotnym zdarzeniem sprawczym a szkodą, wymaga się jednak wysokiego prawdopodobieństwa istnienia pierwszego i kolejnych zdarzeń sprawczych, pozwalających traktować je, jako oczywiste. Związek przyczynowy między zachowaniem pozwanego a szkodą nie musi być ustalony w sposób pewny, wystarczy wysoki stopień prawdopodobieństwa istnienia takiego związku (tak też Sąd Najwyższy w Wyroku z dnia 24 maja 2017r. III CSK 167/16).

Powyższe rozważania wymagają jednak pewnego zastrzeżenia. Zastosowanie dowodu prima facie nie może jednak wypaczyć wyniku procesu i powinien być stosowany z dozą ostrożności. Warto przytoczyć tutaj pogląd prof. M. Nestorowicza, iż taki dowód powinien być przeprowadzony w sytuacjach dość oczywistych i jaskrawych, nie zapominają, iż jest to nadal tylko jeden z dowodów podlegających ocenie przez sąd (M.Nestorowicz, Ciężar dowodu winy, str.682). Ze względu na trudności dowodowe w procesach o zakażenia szpitalne taki dowód jest dość często wykorzystywany.

 

Jak zgromadzić dokumentację medyczną do sprawy o zakażenie szpitalne ?

Jak pisałem to w jednym z poprzednich wpisów: „Sprawa o zakażenia szpitalne – od czego zacząć ?” jednym z najważniejszych i pierwszych kroków, jakie powinien uczynić pacjent, który chciałby wytoczyć sprawę o zakażenie szpitalne, to zgromadzenie odpowiedniej dokumentacji medycznej.

Zgodnie z art.23 ust.1 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta pacjent ma prawo do dokumentacji medycznej dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń zdrowotnych.

W art.26 ust.1 ustawa stanowi, iż podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych udostępnia dokumentację medyczną pacjentowi lub jego przedstawicielowi ustawowemu, bądź osobie upoważnionej przez pacjenta.

Dokumentacja medyczna może być udostępniona:

  • do wglądu,
  • poprzez sporządzenie jej wyciągu, odpisu, kopii lub wydruku,
  • przez wydanie oryginału z zastrzeżeniem zwrotu po wykorzystaniu, na żądanie organów władzy publicznej albo sądów powszechnych, a także w przypadku gdy zwłoka w wydaniu dokumentacji mogłaby spowodować zagrożenie życia lub zdrowia pacjenta
  • za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej;
  • na informatycznym nośniku danych.

Do sprawy sądowej należy uzyskać kopię takiej dokumentacji, którą później do sprawy sądowej poświadcza za zgodność z oryginałem pełnomocnik pacjenta. Uzyskanie kopii dokumentacji wiąże się z kosztami, bowiem za udostępnienie dokumentacji medycznej podmiot leczniczy ma prawo pobrać opłatę.

Na moment sporządzania niniejszego wpisu maksymalne opłaty przedstawiają się następująco:

  1. jedna strona wyciągu lub odpisu – 8,44 zł (czyli nie więcej niż 0,002 przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim kwartale)
  2. jedna strona kopii lub wydruku – 0,30 zł (czyli nie więcej niż 0,00007 przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim kwartale).

Innymi kosztami pacjent nie powinien być obciążany np. opłaty przesyłki pocztowej, czy opłaty za roboczogodzinę przygotowania dokumentacji. Zgodnie z postanowieniem Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 10 lutego 2010r. II AKz 76/10 przewidziana w art. 28 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta opłata określa całość należności za udostępnianie dokumentacji medycznej (podobnie ostatnio wypowiedział się także Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia  9 maja 2017r., II OSK 311/17).

Przy formułowaniu wniosku o udostępnienie dokumentacji medycznej należy dokładnie wskazać hospitalizację lub leczenie ambulatoryjne, z którego interesuje nas dokumentacja medyczna. Raczej odradzałbym posługiwaniem się we wniosku sformułowaniem „wnoszę o udostępnienie wszelkiej dokumentacji medycznej”, bowiem może się okazać, że dostaniemy niepotrzebną dokumentację medyczną z zapomnianego przez nas pobytu w danej placówce, a to przecież kosztuje. Niektóre podmioty lecznicze posiadają swoje wzory wniosków o udostępnienie dokumentacji medycznej, co pozwala przyśpieszyć cały proces jej uzyskiwania.

Przepisy nie precyzują w jakim terminie dokumentacja powinna zostać udostępniona. Z rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 9 listopada 2015r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania (Dz.U. z 2015r., poz.2069), wynika, iż dokumentacja medyczna powinna być udostępniana bez zbędnej zwłoki (par.78 ust.1), czyli w jakim terminie? Najprościej mówiąc zwrot ten oznacza, iż udostępnienie dokumentacji medycznej powinno nastąpić w możliwie najkrótszym terminie, czasami najkrótszy termin to będzie udostępnienie dokumentacji „od ręki” innym razem będzie to dwa tygodnie. Przykładowo jeżeli dokumentacja medyczna  składa się  z kilkudziesięciu, kilkuset, czy nawet kilku tysięcy stron, to oczywistym jest, że pacjent nie uzyska jej od ręki. W doktrynie podnosi się, że generalnie podmioty lecznicze powinny się trzymać terminów załatwiania spraw wynikających z kodeksu postępowania administracyjnego, który stanowi co do zasady że sprawa powinna zostać załatwiona bez zbędnej zwłoki, ale w terminie nie dłuższym niż miesiąc i w praktyce stosuje się taką regułę.

W praktyce również podmioty lecznicze raczej bez problemów wydają żądaną dokumentację, problem powstaje gdy takiej dokumentacji żądają bliscy zmarłego pacjenta np. żona, brak, siostra, syn, a nie zostali upoważnieni za życia – jednakże to temat na inny wpis.

W każdym bądź razie w razie problemów z uzyskaniem takiej dokumentacji lub nieuzasadnionym przedłużaniem terminu na jej uzyskanie można zwrócić się ze skargą do Rzecznika Praw Pacjenta. Nieudostępnienie dokumentacji stanowi także naruszenie prawa pacjenta. W razie zawinionego naruszenia pacjenta sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę na podstawie art.448 Kodeksu cywilnego.

Dokumentacja medyczna jest ważna z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jest podstawą analizy przedsądowej, w której dokonuje się oceny szans powodzenia sprawy w postępowaniu sądowym. Pozwala także  zweryfikować wersję wydarzeń przedstawianą przez pacjenta.

Po drugie, jej kopia potwierdzona za zgodność z oryginałem powinna znaleźć się przy pozwie, co nie stoi na przeszkodzie, aby żądać za pośrednictwem sądu od podmiotu udzielającego świadczeń dołączenia do akt sprawy oryginału dokumentacji medycznej. Brak takiej dokumentacji  medycznej przy pozwie może mieć negatywne konsekwencje procesowe dla pacjenta.

 

Ile można uzyskać za zakażenie szpitalne ?

Jest to jedno z pierwszych pytań jakie pojawia się w rozmowie z klientem. Czasami odpowiedź na to pytanie decyduje o tym, czy klient będzie zainteresowany podjęciem sprawy.

Oczywiście nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, nie ma żadnych ustawowych widełek „od”… „do”. Przykładowo Sąd Okręgowy w Warszawie w wyroku z dnia 24 września 2014r. w sprawie rozpatrywanej pod sygn. akt: I C 352/12 przyznał powódce zadośćuczynienie w kwocie 25.000 zł za zakażenie wirusem HCV. Z kolei Sąd Okręgowy we Wrocławiu w wyroku z dnia 22 lipca 2015r., także w sprawie o zakażenie HCV, która była rozpatrywana pod sygn. akt: I C 801/13 zasądził na rzecz powoda zadośćuczynienie w kwocie 100.000 zł. Skąd taka różnica, jak prawidłowo ustalić sumę zadośćuczynienia jakiej można żądać w procesie o zakażenie szpitalne. Jakie przesłanki o tym decydują ?

Zadośćuczynienie ma być kompensatą, czyli wyrównaniem, za doznane cierpienia fizyczne i psychicznie, jakie na skutek zakażenia doznała pacjent. Takie zadośćuczynienie powinno stanowić także odczuwalną wartość ekonomiczną dla poszkodowanego.

Krzywda jednak nie może być mierzona jedynie stopniem utraty zdrowia, to tylko jeden z elementów które wpływają na ustalenie rozmiaru krzywdy, a w konsekwencji na wysokość zadośćuczynienia. Sąd bierze pod uwagę i inne czynniki takie jak m.in. rodzaju naruszonego dobra, natężenie i czas trwania naruszenia, jak również  trwałości takiego naruszenia oraz stopień uciążliwości dla poszkodowanego.

O rozmiarze krzywdy decydują także stopień winy sprawcy, jak również nie można pominąć stopnia przyczynienia się samego poszkodowanego do powstania szkody. To tylko kilka, z wielu  przesłanek, jakie powinny być uwzględnione przy ustalaniu rozmiaru krzywdy.

Aby zobrazować wpływ tych przesłanek na rozmiar krzywdy celowo wyżej podałem przykłady dwóch skrajnych wartości zasądzonych zadośćuczynień.

W pierwszej ze spraw rozpatrywanych przez Sąd Okręgowy w Warszawie powódka w pozwanej placówce służby zdrowia w związku z doznanym złamaniem lewej ręki została poddana operacji. W placówce przebywała kilkukrotnie. Niedługo po ostatnim z pobytów dostała ostrego zapalenia wątroby z żółtaczką. Czas leczenia trwał 1,5 miesiąca, a czas samego zakażenia wirusem HCV oceniono na 5-6 miesięcy. Jak wynika z treści wyroku: „Powódka uległa samowyleczeniu, a to oznacza, że nie dotyczą jej późne następstwa zakażenia HCV, jak marskość wątroby, czy rak. W czasie choroby powódka miała obniżony nastrój, światłowstręt, wystąpił brak apetytu, cały czas przyjmuje lek (nie podano nazwy), stosuje dietę lekkostrawną, nie powinna spożywać zbyt dużo tłuszczów i słodyczy. Jest samotna i odczuwa brak wsparcia w trudnych momentach. (…) Powódka wykazała, że w czasie leczenia jej po złamaniu ręki w pozwanym szpitalu została zarażona wirusowym zapaleniem wątroby typu C, a mechanizm tego zarażenia przekonująco wyświetliła opinia biegłej.” Sąd zwrócił także uwagę na ewidentne zaniedbania ze strony placówki: ” W ocenie Sądu mając na uwadze wysokie ryzyko zakażenia wirusem HCV podjęcie decyzji o wykonaniu takiego zabiegu w warunkach gabinetu zabiegowego przyniesionymi narzędziami z sali operacyjnej stanowi o niezachowaniu standardów staranności i zaniechaniu zasad ostrożności oraz bezpieczeństwa.” Ustalając wysokość zadośćuczynienia sąd stwierdził, iż : „Sąd Okręgowy ustalając wysokość należnego powódce zadośćuczynienia odwołał się do kryteriów wypracowanych przez orzecznictwo, tj. stopnia i czasu trwania cierpień psychicznych i fizycznych, trwałości skutków czynu niedozwolonego, prognozy na przyszłość, wieku poszkodowanego, a także przyczynienia się poszkodowanego do powstania szkody. Sąd wskazał, że powódka doznała silnego lecz stosunkowo niedługotrwałego rozstroju zdrowia, a ponadto uległa samowyleczeniu z pomyślnymi rokowaniami na przyszłość. Cierpienia związane z utratą łaknienia, nudnościami, bólami brzucha i zażółceniem, konieczność stosowania diety lekkostrawnej nie mogą pozostać bez wpływu na ustalenie wysokości zadośćuczynienia, nie mogą jednak uzasadnić żądanej kwoty 100 000 zł. Ustalając wysokość zadośćuczynienia Sąd nie stracił z pola widzenia wieku poszkodowanej powódki w czasie rozstroju zdrowia, który ocenił jako wpływający na jego nieznaczne obniżenie. Powszechny jest bowiem pogląd, że poczucie krzywdy jest z reguły większe u osób młodych, niż w późniejszym wieku. Z drugiej strony wziął pod uwagę fakt nieprzyczynienia się jej do powstania tego rozstroju.

W drugiej ze spraw Sąd Okręgowy we Wrocławiu zasądził kwotę 100.000 zł. Jednakże już wcześniej, bo w 2004r. Sąd Okręgowy w Świdnicy przyznał powodowi kwotę 10.000 zł tytułem zadośćuczynienia oraz ustalił odpowiedzialność pozwanego na przyszłość. Zatem Sąd Okręgowy we Wrocławiu nie musiał ustalać czy doszło do zakażenia w pozwanej placówce, ale musiał ocenić, czy stan zdrowia powoda zmienił się na tyle, iż uzasadniałby przyznanie kolejnej kwoty zadośćuczynienia. Sąd Okręgowy ustalił, iż: „Stan zdrowia powoda po wydaniu wyroku zasadniczo się zmienił. Powód stał się nerwowy, nadpobudliwy. Nie można się z nim porozumieć. (…) Zakażenie HCV spowodowało u powoda pozapalną przebudowę marską wątroby. Jest to proces nieodwracalny, który w przypadku skrajnej niewydolności narządu wymaga leczenia naprawczego czyli przeszczepienia wątroby. (…) Rokowania powoda na przyszłość są niekorzystne. (…) Do pogorszenia funkcjonowania, destabilizacji psychicznej dochodziło w okresach, w których powód poddawał się badaniom diagnostycznym i hospitalizacji. (…) powód odczuwał lęk przed hospitalizacją, badaniami specjalistycznymi. Obecnie powód skarży się na drażliwość, wybuchowość, niestabilność emocjonalną, wypadnięcie funkcji seksualnych. Wybuchy złości powodują zniechęcanie do siebie osób z najbliższego otoczenia. Duży wpływ na stan psychiczny powoda mają również nakładające się dolegliwości bólowe ze strony układu ruchu, ograniczenia wynikające z konieczności używania kul i obecność chorób somatycznych powodujące wprowadzenie wielu zmian życiowych, poddanie się pewnym ograniczeniom niezależnym od woli powoda. Powód nadal żyje w poczuciu ciągłego napięcia, niepewności. Świadomość istnienia kolejnych etapów w przebiegu choroby jest silnym czynnikiem pogarszającym funkcjonowanie pacjenta. (…) Rozwinięta u powoda marskość wątroby oraz brak możliwości odtruwania organizmu ma wpływ na układ nerwowy. Zmiany osobowości są trwałe.”

W pierwszej ze spraw roztrój zdrowia był krótkotrwały, powódka uległa samowyleczeniu, a prognoza na przyszłość jest pozytywna, a jak stwierdził Sąd Apelacyjny przy rozpoznawaniu apelacji powódki „aktywność życiowa powódki nie została w istotny sposób zredukowana.” 

Natomiast w drugie z analizowanych spraw konsekwencje zakażenia są dużo poważniejsze. Jak wynika z ustaleń sądu rokowania co do wyleczenia choroby są niepomyślne, a powoda czeka transplantacja. Ponadto choroba wywołała spustoszenie w sferze psychicznej powoda skutkującym zaburzeniami w sferze psychicznej, a w konsekwencji trwałą zmianą osobowości.

Zatem z powyższego wynika, iż różnica w rozmiarze doznanej krzywdy jest istotna i zróżnicowanie zasądzonych kwot wydaje się słuszne z punktu widzenia przesłanek na jakich oparte jest szacowanie rozmiaru zadośćuczynienia.

Tym samym należy stwierdzić, iż wnikliwa analiza orzecznictwa w powiązaniu z drobiazgowym ustaleniem stanu faktycznego daje większe szanse na prawidłowe ustalenia kwoty zadośćuczynienia.

Na marginesie także dodam, że w orzecznictwie  obecnie obserwuje się tendencje wzrostową jeśli chodzi o wartość zasądzanych roszczeń.

Oczywiście zadośćuczynienie to nie jedyne roszczenie jakiego można dochodzić w związku z zakażeniem, ale o tym to już w jednym z następnych wpisów.

 

 

 

Sprawa o zakażenie szpitalne – od czego zacząć ?

Sprawy o zakażenia szpitalne nie są sprawami, ani łatwymi, ani przyjemnymi. Decydując się na wytoczenie takiej sprawy należy się odpowiednio przygotować, a część z tych przygotowań poszkodowany pacjent może poczynić sam, jeszcze przed wizytą u prawnika.

Zatem od czego zacząć, oto kilka rad.

Po pierwsze, należy zebrać wszelką dokumentację medyczną i to nie tylko z placówki służby zdrowia,  która podejrzewamy, iż w niej mogło dojść do  zakażenia, ale również dokumentację z innych placówek, które mogły być potencjalnym źródłem zakażenia. Chodzi przede wszystkim o pobyty, w których doszło do świadczeń zdrowotnych związanych z przerwaniem ciągłości tkanek np. operacje, pobranie krwi, przetoczenie krwi, ekstrakcja zęba itp. Pytanie o posiadaną dokumentację medyczną będzie jednym z pierwszych pytań prawnika do którego się udamy, w celu poprowadzenia sprawy.

Po drugie, należy zebrać inne dowody, które mogłyby się przyczynić do pozytywnego rozstrzygnięcia naszej sprawy, a także dowodów, które wykażą, iż żądana przez nas kwota jest słuszna. Takimi dowodami będą zeznania świadków, zwykle osób najbliższych, którzy byli świadkami udzielania nam świadczeń lub którzy będą w stanie zrelacjonować postęp naszej choroby, związane z tym cierpienia psychiczne i fizyczne. Zbierajmy faktury, paragony, rachunki itp. związane z wydatkami na leczenie.

Po trzecie, należy pilnować terminu w jakim możemy „założyć sprawę”, tak aby się nie przedawniła. Zwykle mamy trzy lata od dnia kiedy dowiedzieliśmy się o szkodzie, w tym wypadku o zakażeniu, i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia, w tym wypadku najczęściej nie będzie to konkretna osoba, ale podmiot leczniczy. Kwestie przedawnienia roszczenia będę omawiał w kolejnych wpisach.

Po czwarte, należy poszukać osoby, która będzie w stanie dokonać wstępnej oceny, czy warto „iść w proces”. Taką osobą jest np. radca prawny, najlepiej wyspecjalizowany w tego typu sprawach. Własne przeświadczenie o słuszności  swojej sprawy, to za mało, a rzetelna ocena pozwoli zaoszczędzić przyszłych rozczarowań. Obecnie na rynku jest także wiele firm odszkodowawczych, które niemalże hurtowo zajmują się prowadzeniem takich spraw. Czy wybór takiej firmy będzie trafny ? Jak to w życiu, zawsze trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem. Pamiętać należy jednak, iż ze względu na bardzo trudny charakter spraw o zakażenia szpitalne, uważajmy na jakiekolwiek gwarancje i zapewnienia 100% wygranej przed procesem i dokonujmy wyboru świadomie oraz z dostatecznym rozeznaniem.

Po piąte, jeżeli wstępna analiza wykaże, iż istnieją szanse na wygranie sprawy, rozsądnie określajmy wartość roszczenia. Polska to nie USA i nie jest jeszcze u nas tak, że wygrana w takiej sprawie uczyni z nas milionerów. Sprawy o milionowe odszkodowania za błąd medyczny należą u nas jeszcze do rzadkości, ale na pocieszenie mogę stwierdzić, że wysokość zasądzanych roszczeń systematycznie rośnie. A ile można zyskać lub stracić w takiej sprawie piszę w następnych postach.

O czym będzie ten blog?

Od pewnego czasu na wokandach polskich sądów toczy się coraz więcej spraw o tzw. błędy medyczne (czym są błędy medyczne wyjaśniam na blogu medycznyblad.pl). Pacjenci stają się coraz bardziej świadomi swoich praw i  coraz odważniej stają na sali sądowej przeciwko lekarzom, pielęgniarkom i podmiotom leczniczym.

Cześć z tych roszczeń dotyczy tzw. zakażeń szpitalnych. Najczęściej są to sprawy o zakażenie HCV, HBV, czy też o zakażenia szpitalnym szczepem gronowca złocistego, ale nie tylko. Wśród bakterii, które są „przyczyną” takich procesów możemy znaleźć także takie, które się ukrywają pod bardziej tajemniczymi nazwami jak np. enterococcus faecalis.

I właśnie o tym będzie ten blog. O dochodzeniu roszczeń cywilnych w sprawach zakażeń, o tym czy z każdym zakażeniem można i warto iść do sądu, ile zadośćuczynienia można uzyskać tytułem zakażenia, na co sądy zwracają uwagę przy dochodzeniu tego typu roszczeń, co to są procesy żółtaczkowe itd.

Zaczynamy!